13 grudnia 2009, Endrju napisał:"Namawiam serdecznie do wizyt w Pińczowie w nadchodzącym sezonie. Holowanie za motolotnią to żadne cuda - dajcie się namówić, przecież ma kto wytłumaczyć i pomóc. Może doczekamy Lotniowych Mistrzostw Polski w Polsce! - rozegranych kompletem ambitnych konkurencji."
Jako, że lotniarze to ludek konkretny i nie dający się długo namawiać, zaskutkowało to jak do tej pory dwoma świetnymi spotkaniami szkoleniowymi.
Redaktor: Agi, Autor tekstu i zdjęć: Remigiusz (Roland)
08.08.2010.
Z przyjemnością witamy dzisiaj w dziale artykułów Remigiusza i jego niezwykle malowniczą opowieść o swojej drodze do spełnienia marzeń o lataniu. I z niecierpliwością czekamy na ciąg dalszy :-)
10 lipca 2010. W zasadzie dzień jak codzień. Szybko się jednak okazało, że wydarzyły się tego dnia niezwykle ciekawe rzeczy. Poniżej relacje z pierwszej ręki na temat wydarzeń z tego dnia właśnie...
Odcinek 3 (poprawiony i nieco poszerzony) + Odcinek 4 (zakończenie):
Kliknięcie w film przekierowuje do YouTube. Jeżeli ktoś będzie chciał obejrzeć sobie w rozdzielczości HD, - na YouTube znajdzie pod ekranem przełącznik rozdzielczości.
Tego dnia będą żałować wszyscy ci, którzy tu nie przyjechali, pewnie bardzo długo. Tak mniej więcej do początku następnych zawodów, na które się wspólnie wybierzemy.
Pewnego dnia, kilka lat temu, ktoś nagrał mi film jak startuję na lotni w chłodny dzień. Moją uwagę najbardziej przykuł furkoczący rękaw od „misia”, w którym leciałem. Wcześniej jakoś nie zwracałem na to uwagi, ale pomyślałem sobie, że dobrze by było mieć taki speedarm, jaki mają porządni lotniarze. Zauważyłem, że producenci lotni mają często w ofercie takie rzeczy. Szybko jednak okazało się, że te firmowe speedarmy to po prostu obcisłe wdzianka z lycry, kosztujące w dodatku ok. 150zł u co tańszych sprzedawców.
Piękny, lotny dzień. Pogoda jak na zamówienie, wszelkie przyziemne anty-lotniarskie trudności udało nam się na chwilę odsunąć na bok. Jeszcze jesteśmy w samochodzie, ale już bujamy w obłokach, centrujemy w myślach kominy i obmyślamy trasy. Nie myślimy o tym, że za kilka godzin możemy kuśtykać ze zwichniętą nogą lub wściekać się, że przedwcześnie lądowaliśmy z powodu wychłodzonych barków lub skostniałych palców. A wszystko z tak prozaicznej przyczyny, jaką jest niewłaściwy ubiór. W zaskakująco skuteczny sposób może on nam zepsuć sporo przyjemności z latania.
(Dla młodej kadry zawodniczej pisze Darek Perenc - Instruktor, wieloletni Reprezentant Lotniowej Kadry Narodowej. Wszystkie zdjęcia: www.dhv.de)
...Na wstępie od razu mówię, że będę pisał o wszystkim, więc wiele rzeczy może być dla was oczywistych. (Więc się nie obrażajcie, że robię z was durni. ;))
Mój tekst jeżeli będzie wykorzystany w 30% to i tak będzie bardzo dużo, gdyż żeby to przyswoić trzeba dużo ćwiczyć uczestnicząc w zawodach, nie da się tego zrobić korespondencyjnie. Latanie na lotni jest dla twardzieli: duży wysiłek fizyczny i umysłowy, zmiany temperatury w krótkim czasie, zmiany ciśnienia, urazy mięśniowe: to powoduje, że naprawdę po locie myślisz o wszystkim, tylko nie o lataniu następnego dnia. Ale przecież to kochamy, w tym tkwi całe piękno tego sportu.